Hiding My Twin Pups From their Alpha Dad

0 🪙

Rozdział 2

May 8, 2026

4 min · 665 słów

„Chcesz czego?" Damien zaśmiał się, a jego śmiech był zimny i szyderczy, gdy odchylił się na krześle. „Rozwodu? Żartujesz sobie, Felicia?"

„Tak, mówię poważnie!" Felicia krzyknęła, a jej głos załamał się, gdy łzy spływały jej po policzkach.

Kobieta wyszła, a Damien usiadł na sofie. Pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach, a jego rozbawiony uśmiech zniknął, ustępując miejsca ponuremu wyrazowi twarzy. „Straciłaś rozum, prawda?"

„Przestań mnie wyśmiewać!" Felicia zapłakała, zaciskając pięści. „Mam dość, Damien. Już dłużej tego nie zniosę!"

„Czego dokładnie nie możesz znieść?" Jego ton ociekał sarkazmem. „Życia w tym wielkim domu? Cieszenia się luksusem, który daje moje nazwisko? A może chodzi o to, że nie rzucam ci się do stóp jak zakochany szczeniak?"

Jej łzy płynęły jeszcze mocniej, ale głos nie zadrżał. „Mieszkałam w tym domu, Damien, ale nigdy nie czułam się tu jak w domu. Byłam twoją żoną, ale nigdy nie czułam się kochana. Traktowałeś mnie jak dodatek, jak... jak narzędzie dla swojej wygody. Zasługuję na więcej!"

Przechylił głowę, patrząc na nią jakby była interesującą zagadką. „Naprawdę mówisz poważnie," powiedział w końcu, cicho.

„Tak, mówię poważnie," odpowiedziała stanowczo, ocierając łzy.

Szczęka Damiena się zacisnęła. „I myślisz, że wparowanie tutaj i żądanie rozwodu rozwiąże wszystkie twoje problemy?"

„To początek," powiedziała, a jej głos nabrał siły.

Parsknął śmiechem, kręcąc głową. „Jesteś nieprawdopodobna."

„Mam dość bycia nieszczęśliwą, Damien!" krzyknęła. „Myślałam, że jeśli będziemy mieli dziecko—"

Wyskoczył na równe nogi, przerywając jej. „Nawet nie waż się," warknął, a jego głos był zimniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. „Nie potrzebuję od ciebie dziecka, Felicio. Nigdy nie potrzebowałem i nigdy nie będę potrzebował."

Słowa uderzyły ją jak fizyczny cios. Nogi się pod nią ugięły i musiała uchwycić się oparcia krzesła, by nie upaść. „Ty... ty tak nie myślisz," wyszeptała. „Owszem, myślę," odpowiedział z gorzkim śmiechem. „Myślałaś, że dziecko to naprawi? Naprawi nas? Nie było co naprawiać, Felicio, bo tu nigdy niczego nie było. Nie chcę mieć dziecka z wilczycą bez wilka jak ty."

Jej serce rozpadło się na tysiąc kawałków, ale nie pozwoliła mu zobaczyć, jak się łamie. „Dobrze," powiedziała, jej głos drżał, lecz był zdecydowany. „Jeśli tak uważasz, podpisz papiery rozwodowe i pozwól mi odejść."

Uniósł brew. „Papiery rozwodowe? Byłaś przygotowana, co?"

Felicia nie odpowiedziała. Odwróciła się na pięcie i ruszyła na górę, jej nogi poruszały się automatycznie, podczas gdy myśli galopowały.

W swojej sypialni otworzyła szufladę nocnej szafki i wyjęła papiery, które potajemnie przygotowała kilka tygodni wcześniej.

Kiedy wróciła, Damien wciąż stał w salonie, z założonymi rękami. Jego wzrok powędrował do dokumentów w jej dłoniach, a na ustach pojawił się drwiący uśmiech.

„Jak długo to planowałaś, Felicio?" zapytał z kpiną w głosie.

„To nie ma znaczenia," powiedziała, wyciągając w jego stronę papiery. „Po prostu je podpisz."

Damien wziął papiery i zaczął je niedbale przerzucać. „Naprawdę to przemyślałaś," zamyślił się. „Ale zapomniałaś o jednym."

„O czym niby?"

Spojrzał jej prosto w oczy, jego spojrzenie przeszywało ją na wskroś. „Kiedy to podpiszę, to koniec. Nie będzie już drugiej szansy. Koniec z błaganiem. Jeśli tego chcesz, nie przychodź potem do mnie z płaczem."

„Nie przyjdę," odpowiedziała stanowczo, choć jej głos lekko zadrżał.

Przez chwilę ją obserwował, po czym pokręcił głową. „Jesteś naprawdę żałosna, Felicio."

„Po prostu podpisz te cholerne papiery, Damien!" syknęła, a jej głos odbił się echem w pomieszczeniu.

„Dobrze," powiedział chłodno. Sięgnął po długopis ze stolika, pochylił się nad papierami i zaczął podpisywać je powoli, niemalże złośliwie.

Gdy skończył, wyprostował się i rzucił papiery jej pod stopy. „Proszę. Masz to, czego chciałaś."

Felicia schyliła się, by je podnieść, a jej dłonie drżały. Przytuliła papiery do piersi, a łzy zamgliły jej wzrok.

„Nie przychodź do mnie z płaczem," powtórzył Damien lodowatym głosem.

Felicia nie odpowiedziała. Odwróciła się i pobiegła na górę, a jej serce pękało z każdym krokiem. Gdy dotarła do swojego pokoju, zamknęła drzwi na klucz, oparła się o nie plecami i osunęła na podłogę.

Papiery wciąż ściskała w dłoniach, ale teraz wydawały się cięższe, jakby ważyły tyle, co wszystkie jej roztrzaskane marzenia.

Patrząc na nie przez łzy, wyszeptała do siebie: „To dla mnie najlepsze. Tak musi być."